sobota, 26 listopada 2011
Pierwsze wrażenia z gry TES: Skyrim (PC)
Wszyscy zagrywają się teraz w Skyrim więc i ja nie mogłem postąpić inaczej. Nim jednak zacznę cokolwiek pisać o najnowszej odsłonie serii The Elder Scrolls wspomnę że moja przygodą z dziećmi Bethesdy wyglądała dość dziwnie, bowiem choć słyszałem i teoretycznie miałem Morrowinda to w niego nie zagrałem. Pierwszą częścią z tej serii, w którą miałem okazję pograć był Oblivion, którego porzuciłem gdy fabuła się rozwinęła. Jego miejsce zajął Morrowind, który po 2 dniach gry został odinstalowany i oddany. Tym razem, jestem nastawiony optymistycznie i wszystkie znaki na niebie wskazują że dam radę trochę dłużej zabawić w zimnej krainie Skyrim.
Powinienem teraz napisać co jako pierwsze rzuciło mi się w oczy po odpaleniu gry ale chyba nie jestem w stanie. Każda cześć jest przecież jedynie udoskonalana a nie przebudowywana (jak szykowany remake Syndicate). Jest jednak jedna rzecz, którą zauważyłem nie tylko ja. Ta rzecz to mapa i nie chodzi tu o jej rozmiary (moim zdaniem jest w sam raz, ani za duża, ani za mała) ale o to w jaki sposób została przedstawiona. To znaczy, wykonaną ją w technologii 3D, dzięki czemu góry na mapie są wypukłe, a my widzimy gdzie jest dolina, kanion i przesmyk.
To co odpychało mnie w poprzednich częściach była niestety fabuła, nie potrafiłem się wczuć w świat i mojego bohatera. Ta część sprawiła jednak, że jako Dziecię Smoka przemierzam krainę i od godziny około 8 rano, nieprzerwanie grałem do 20:00 kiedy zaczęła się Gala KSW na Polsacie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz