niedziela, 28 sierpnia 2011

World Of Tanks - Ocean frustracji....



Po zakończeniu się zamkniętej bety (w której brałem udział) postanowiłem odświeżyć moją znajomość z World Of Tanks. Oczywiście moje wywalczone w zbugowanej i niestabilnej wersji czołgi zostały "zniknięte" i zabawa zaczyna się od nowa.


Nic nie stanęło by szczęściu na przeszkodzie, gdyby nie to, że tamtejsi gracze to albo laicy, nieznający angielskiego i innego łatwego w komunikacji języka albo wredne cwele, które nie grają po to, by coś zespołowo rozegrać ale po to, aby wkurwić tych, o bynajmniej stalowych nerwach. Na nic zdają się prośby, propozycje i dokładne opisy rozegrania bitwy, skoro 9/10 osób kompletnie olewa czat, a pozostałe 1/10 to my. Owszem, są wyjątki ale to niestety wyjątki. Wyjątkami powinni być Ci, którzy potrafią rozpieprzyć całą bitwę.

Mam też perełkę: gdy zaproponowałem taktykę, pójścia lekkimi czołgami lewą flanką i szybki zwiad aby artyleria mogła ostrzelać pozycje wroga, zostałem wyzwany od "traitor" czyli zdrajców i "i saw you when u talked with a enemy commander" czyli rozmawiałem z przywódcą wrogów. Dlaczego jest to perełka? Już tłumacze. W grze nie można rozmawiać z wrogami oraz przy przegranej bitwie (gdybym był zdrajcą, to aby pomóc "swoim" musiałbym przegrać) nie otrzymuje się żadnych korzyści.

2 komentarze: