niedziela, 12 grudnia 2010

Tydzień z życia usera Windows 7

Zanim przejdziesz do właściwej części pamiętnika to wiedz, że opinia jest skrajnie subiektywna i pod wieloma względami możesz się z nią nie zgadzać.
Dzień 1.
Poranek zwyczajny, śniadanie też. Po umyciu rączek, buzi i zębów zasiadłem przy moim PC trzymając w ręku nowiuśką płytkę, na której znajdował się - tak samo nowiuśku - Windows 7 w wersji Ultimate. Im dłużej spoglądałem na nośnik, tym większy był mój zachwyt. Ładne kolory, typowy dla rzeczy oryginalnych blask i to coś czego wielu piratów na świecie nie pozna – poczucie uczciwości. Szybko sformatowałem dysk i przystąpiłem do instalacji nowego systemu operacyjnego. Trwało to ok. 15 minut czyli, o wiele krócej niż w przypadku poprzednich wersji. Gdy proces dobiegł końca i OS był gotowy do działania wyciągnąłem ręce po płytki ze sterownikami do karty graficznej, dźwiękowej i sieciowej. Zdziwiłem się jednak bardzo, ponieważ były one niezgodne z Windows 7! Całe szczęście wszystko szybko się wyjaśniło, ponieważ dobierane są automatycznie przy instalacji systemu. Sam Windows 7 w grach jak i na samym pulpicie system zachowuje się stabilnie i nie spotkał mnie żaden „zwis” systemu lecz nie ma co wybiegać w przyszłość bo jak wszyscy wiemy, kilka godzin po instalacji o niczym nie świadczy.
Spostrzeżenia na dziś:
- Windows XP już nie powróci na pokład mojego PC do grania ale nie odejdzie też w niepamięć.
- Brak potrzeby instalowania sterowników to coś, czego brakowało mi od dawna.
Dzień 2.
Dziś wstałem późno, gdyż po zarwanej wczorajszej nocy ciężko było mi się wyspać. Śniadanie zjadłem jak najszybciej i pobiegłem do pokoju gdzie czekał na mnie PC. Przez 5 minut błądziłem myszką po pulpicie, jednocześnie badając każdy jego piksel i doszedłem do wniosku, że wszystko co znajduje się w Windows 7 jest wysokiej rozdzielczości. Tapety, ikony, zegarek a nawet Paint, który zyskał kilka nowych bajerów. Gdy skończyłem podziwiać jakość graficzną systemu zainstalowałem na dysku grę Toribash i choć jej wymagania nie przekraczają granicy 1/3 mojego configu to ilość FPS wynosiła 13! Jest to pierwsza porażka mojej „siódemki” i szkoda, że na polu gier, do których go zainstalowałem. Zawiedzony rozrywką spoza korporacji M-soft postanowiłem zagrać w to, co oferuje Windows 7. Wybór padł na szachy, w których przegrałem 13 rund z rzędu. ALT+F4  - zamknij system. Piiip….
Spostrzeżenia na dziś:
-Windows 7 ma wiele funkcji, które warto odkryć a w szczególności przetestować, ponieważ może to sprawić nie lada frajdę.
Dzień 3.
Rano – wstaję.  Południe – gram. Popołudnie – buszuję po sieci. Wieczór – piszę. Noc – śpię. Tak minął trzeci dzień obcowania z nowym dzieckiem Microsoftu. Nie spotkały mnie żadne niespodzianki ani przykre sytuacje. Trochę mi z tym źle, bo jeśli system nie ma mi nic więcej do zaoferowania to kasę mogłem wydać na coś bardziej ekscytującego i dłużej emanującego radością. Ale jak to mówią, jutro będzie lepiej.
Spostrzeżenia na dziś: Nic specjalnego dziś się nie wydarzyło ale i tak Windows 7 gromi XP.
Dzień 4.
Owszem, było lepiej. Jeszcze przed godziną 8.00 i zabrałem talerz ze śniadaniem przed PC i zajadałem w najlepsze. Aby umilić sobie posiłek, chciałem coś obejrzeć. W tym celi włożyłem pendrive do portu USB.  Niespodzianka,  musiałem kliknąć aż 6 razy. Raz od antywirusa, dwa od systemu, trzy od firewalla, cztery i pięć od odtwarzacza i sześć od GG bo ktoś zaczął spamować. Takie sytuacje zdarzały mi się dość często, na wszystko systemowi trzeba zezwalać lub nie. Mimo że daje to jakąś cząstkę władzy na OS to bardziej nas jednak ogranicza niż uwalnia od zwariowanych decyzji systemu. Resztę dnia poświęciłem zabawie z multimediami (głównie muzyką i filmami ale zdjęcia też miały swoje pięć minut). Do całej tej zabawy używałem programy Windows Media Center aby sprawnie wybierać funkcje jakie mi są aktualnie potrzebne.
Spostrzeżenia na dziś:
- Windows 7 jest znakomity jeśli chodzi o pracę z multimediami.
- Gdyby tylko miał funkcję zbierania okruszków z klawiatury….
Dzień 5.
Często pracuję z programami, dzięki którym mogę tworzyć ziny, czyli tzw. Internetowe czasopisma. Po przesiadce na W7 chciałem powrócić do mojego zajęcia ale spotkała mnie rzecz straszna. Mój program nie działa na „siódemce”! Przez kilka godzin szukałem na to sposobu ale zarówno system jak i „wujek Google” nie wiedzieli jak sobie poradzić z tym problemem. Zrozpaczony myślałem nad instalację XP z powrotem na mój PC ale powiedziałem sobie: Skoro ten program nie działa to zadziała taki, który nie działał na XP. Gdy już rozpacz minęła zabrałem się do gry w Just Cause 2, który jak wiadomo działa tylko na systemach obsługujących DX 10.
Spostrzeżenia na dziś:
- Trzeba pogodzić się z faktem, że niektóre programy mogą nie działać na „siódemce”
- Jednak obsługa DX 10 otwiera drzwi do nowych możliwości
Dzień 6.
Dnia szóstego miałem nie lada problem. Otóż musiałem na nowo skonfigurować połączenie sieciowe, a że za pierwszym razem robiłem to na ślepo i w euforii byłem zdezorientowany. Buszowałem po panelu sterowania usilnie szukając złotego środka na mój problem. Do odpowiedniego menu doszedłem po około 30 minutach, gdy przypadkiem kliknąłem w jakiś napis. Pozwoliło mi to, w sposób podobny jak w przypadku XP skonfigurować połączenie z Internetem. Całe szczęście!
Spostrzeżenia na dziś:
- Nowe rozmieszczenie wielu funkcji potrafi napsuć krwi
- Wiele jednak pozostało na swoim miejscu
Dzień 7 – Millenium.
Tego dnia podsumowałem wszystkie wady i zalety nowego systemu jak i tego starego dochodząc do wniosku że W7 jest dla mnie o ok. 1,4 lepszy od XP. Skąd 1,4? Otóż przechodząc na „siódemkę” tracimy oraz zyskujemy bardzo wiele. Decyzję tą warto rozważyć, gdyż wielu osobom, nowy system od Microsoftu może sprawić nie lada kłopotu. Jeśli jednak lubisz poeksperymentować możesz śmiało wydać pieniądze albo skorzystać z triala.
Podsumowanie:
1,4 lepszy od XP co daje mu przewagę i sprawiło że wybaczyłem korporacji „M” nieudaną Vistę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz