wtorek, 10 sierpnia 2010

Risen (PC) - Recenzja

Obiecana Wam recenzja gry Risen nareszcie ukończona i możecie ją przeczytać poniżej. Miłej lektury :)


Po rozłące z JoWood, pracownicy studia Pirahna Bytes utracili prawa do kontynuacji przygód o bezimiennym. Nie przeszkodziło to jednak w tworzeniu nowej gry ale w „gothicowym „ stylu. Bez wyrzutów sumienia mogę nazwać Risena „nieoficjalnym Gothiciem 4”.


Zanim przejdę do spraw stricte technicznych omówię fabułę gry. Jako rozbitek trafiamy na Zapomnianą Wyspę, która kontakt z innymi lądami ma dość słaby i mało kto z innych lądów wie co się na niej dzieje. Los chciał, aby nasz bohater znalazł się na niej gdy tzw. Mroczna Fala (uwolniona magia) spowodowała pojawienie się na całej wyspie potworów oraz odsłonienie starożytnych ruin, kryjących artefakty i rozmaite skarby. Nie uszło to uwadze Inkwizycji, która przypłynęła na wyspę przejmując miasta, zakładając posterunki i narzucając swoje rządy pod pretekstem ratowania ludzi oraz samej wyspy. Rządzący dotąd miastem Don Esteban zmuszony był przenieść się na bagna wraz ze swoją świtą i stamtąd stara się odzyskać utracone dziedzictwo.

"Drugi, dobry raz"

Fani Gothica będą zadowoleni tym, że co z serii najlepsze zostało mieszczone w grze Risen. Chodzi mi głównie o możliwość wykonywania zadań dla jednej z dwóch frakcji, Inkwizycji, która współpracuje z Magami oraz Bandytów, kierowanych przez Dona Estebana. W każdej z nich będziemy zdobywać szacunek oraz wspinać się po szczeblach kariery a każde wykonane zadanie przechyla szalę zwycięstwa na naszą stronę. Misje są skonstruowane wystarczająco sensownie aby nie narzekać na nudę, oczywiście trafią się czasami uciążliwe questy typu – „idź przez pół mapy i potem wróć za co wynagrodzę Cię 10 szt. złota” – ale takich zadań są tylko kilka, gdyż inne polegają na wyświadczaniu dość przyziemnych przysług ludziom z wybranej gildii. Z czasem, po wykonaniu odpowiedniej ilości zleceń otrzymamy możliwość kupna nowego pancerza a taki przywilej zdarza się tyko kilkakrotnie! Bronie w grze występują o wiele częściej i z zabitych wrogów można zebrać dość pokaźny arsenał.

Ważną rzeczą w grach RPG są skille, czyli umiejętności. I tu znów ukłon w stronę Gothica, ponieważ poprzez zdobywanie kolejnych poziomów otrzymujemy punkty nauki, dzięki którym możemy trenować nasze umiejętności u odpowiednich osób (oczywiście za opłatą w złocie). Wśród naszych skilli znalazła się kradzież kieszonkowa. Jest ona niezwykle przydatna nie tylko w sferze korzyści materialnych ale też przy wykonywaniu zadań, bowiem dzięki tej umiejętności zdobyłem klucze do wielu drzwi i skrzyń kryjących przedmioty do misji. Sama kradzież kieszonkowa jest prosta, po otworzeniu opcji dialogowej klikamy odpowiednią kwestię z oznaczeniem w nawiasach. Po kliknięciu ukazuje się nam okno ekwipunku okradanego, z którego wybieramy JEDNĄ rzecz. Jako fikcyjne utrudnienie kradzież ograniczono upływającym licznikiem czasu. Sama rozgrywka jest z reguły łatwa do opanowania i mało kto będzie miał problemy ze znalezieniem odpowiedniego człowieka czy odpowiedniego miejsca gdyż dialogi są przejrzyste i wiadomo co jest celem naszego kolejnego zadania.


"Halny wieje nudą"

Satysfakcję z rozgrywki traciłem stopniowo ze zbliżaniem się do ukończenia gry. Spowodowane było to zacieraniem się widocznej granicy pomiędzy wybraną przeze mnie frakcją a tą przeciwną. Nie było teraz kolorów czarnego i białego – zostały tylko odcienie szarości. Mówiąc po ludzku chodzi o współpracę z przeciwną frakcją, która trzeba nawiązać wchodząc do jednej z jaskiń, która jest inna od innych (nie chcę spojlerować). Jestem w stanie zrozumieć ten zabieg bo wiadomo że nic nie jest takie, jakie mogłoby się wydawać ale nie przypadł mi on do gustu i zdecydowanie źle wpływa na fabułę gry, która wydawała mi się intrygująca. Jest jeszcze jedna sprawa, która Gothic’om (takim mianem mogę określać Risena, ze względu na styl rozgrywki) towarzyszy od dawna – chodzi o zabicie osób związanych z misją. Zdarza się to dosyć często i zbyt łatwo. Konflikt z ważną osobą można nawiązać przez przypadek, chociażby wybierając nie tę opcję dialogową i walka gotowa. Śmierć takiej osoby może uniemożliwić kontynuowanie rozgrywki. W Risen spotkałem się z takim czymś raz i mam nadzieję że to się nie powtórzy.

Ze strony technicznej nasz „nieoficjalny Gothic 4” wypada okropnie. Gry pokroju Gothica od dawna borykają się ze słabą oprawą graficzną jak i jej optymalizacją – nie ominęło to również Risena. Na maksymalnych detalach osiągałem wynik FPS lekko poniżej 30 i o dziwo na minimalnych było tak samo. Zmiany w opcjach nie wpływają na liczbę klatek na sekundę a powinny. Wpływają za to na wygląd gry, pomiędzy ustawieniami minimum a maksimum istnieje diametralna różnica. Gra na ustawieniach high lekko dogania dzisiejsze produkcje ale tylko dogania bo liczba detali, tekstury i filtry pozostawiają dość dużo do życzenia. Bez wątpienia jednak to nie grafika w Risen jest najważniejsza. Lecz nie tylko grafikę warto ocenić, obok w szeregu stoi sterowania, które zasługuje na „ósemkę” jak nic. Nie miałem problem z walką czy przemieszczaniem się, klawisze zostały rozmieszczone tak, abym nie potrzebował trzeciej ręki a zarazem miał wszystko pod tą jedną, która leży na klawiaturze oraz pod tą drugą, która trzyma myszkę.

Na koniec, przed przeczytaniem plusów i minusów powiem Ci kilka rzeczy o Risenie. Jest to gra, która ma szansę znaleźć dużo miejsca w sercach graczy lecz bez patch’y się nie obejdzie. Dodatkowo podczas przemieszczenia krainy zabrakło czegoś co można było znaleźć i oczywiście… wątku miłosnego! Tak! Nie spotkałem żadnej panny, z którą nasz bohater chciałby się bliżej poznać, jeśli takie coś w grze znalazłoby się ocena o oczko wyżej gwarantowana. Tymczasem, wędruje „ósemka”.

Plusy:
- Bezimienny
- zdobywanie reputacji
- frakcje
- rzadkie pancerze

Minusy:
- „szara fabuła”
- brak wątku miłosnego
- optymalizacja

Ocena: 8

3 komentarze:

  1. "Tak! Nie spotkałem żadnej panny, z którą nasz bohater chciałby się bliżej poznać"
    No cóż możesz się bliżej zapoznać z dziewczynami Sonyi ;], w mieście. Tak po za tym z recenzja sie zgadzam w wiekszosci przypadkow. Mnie tez irytuje w tej grze to, ze nawet jeśli przyłączymy sie do Dona, bedziemy się kumplować z Inkwizycja. ;].

    OdpowiedzUsuń
  2. O tak. Gdyby ten aspekt fabuły i rozgrywki przemyślano inaczej i pozwolono nam być albo "czarnym" albo "białym" to z pewnością dodałbym plusik do oceny końcowej a tak zostaje "tylko" 8.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ogólnie recka niby dobra, choć czasem pojawiają się powtórzenia, czy jakaś literówka.
    Co do nawiązania kontaktów z Inkwizycją - jest to tylko współpraca niezobowiązująca, bo jeśli przeszedłeś grę to wiesz co się potem stało.
    Grafika - na słabym sprzęcie musiałeś grać, ja na swoim (C2D, GF8600GT) miałem ustawione średnie detale i wszystko wyglądało pięknie i płynnie działało.

    OdpowiedzUsuń