Uwielbiam gry, w których oddziały antyterrorystyczne stają naprzeciwko złym zbirom biorących niewinne dzieci, kobiety i mężczyzn za zakładników lub stawiających bomby. To wszystko ma w sobie świetny klimat i pewnie każdy chciałby ratować życie ludzkie. Do tego wszystkiego dodajmy nazwisko świetnego pisarza Toma Clancy’iego, który sygnuje wiele gier o fikcyjnych konfliktach zbrojnych i politycznych.
„Te koleś! Co? AMUNICJĄ!
Jedną z tych wielu zacnych gier jest Rainbow Six: Vegas 2. Jako dowódca oddziału do zadań specjalnych eliminujemy zagrożenia ze strony terrorystów. Misje, jakie przyjdzie nam wykonać są rozsiane po calutkim bożym świecie w różnych strefach klimatycznych. Lokacje wykonane są dość starannie i zawsze jest za czym się ukryć, czy to skrzynka, ściana lub kanapa. A jeśli już o kryciu mowa to nasz bohater, jego kompani i wrogowie mogą to robić dzięki kryciu się za osłonami (podobnie jak w Gears of War). W takim przypadku strzelać można na dwa sposoby: jeden z nich to „ślepy ogień” czyli taki, w którego przypadku zza osłony wystawiana jest jedynie lufa broni (bardzo filmowe rozwiązanie) oraz drugi, w którym wychylamy się zza naszej „oazy spokoju”, wtedy jednak wystawiamy się na ogień czego efektem jest dość szybka śmierć. Poziom trudności jaki oferuje gra jest dość wysoki. Ja zacząłem i ukończyłem grę na średnim i krótka seria z karabinu mogła mnie powalić w kilka sekund. Nie uważam tego za wadę gry bo tak powinno być, oddziały specjalne to nie przelewki i jeżeli wpadamy w wir walki, powinniśmy przygotować się na dość chłodne przyjęcie przez przeciwników.
Nasi oponenci to różnorako uzbrojeni złoczyńcy, najemnicy oraz dobrze opancerzenie „kafaros”. Ci ostatni noszą tarcze, które gracz CS 1.6 na pewno zna. Są to tak zwane tactical shield wykorzystywane głównie przez SWAT i oddziały szturmowe. Nie wiem co robią one po stronie terrorystów ale skoro nie takie rzeczy kupuje się na czarnym rynku zbrojnym to chyba nie powinniśmy się za bardzo dziwić. Oddano nam dość spory arsenał, a do tego na polu walki każdą pukawkę można podnieść z ziemi, lecz rzadko się zdarzy sytuacja, w której zabraknie nam amunicji (mnie, to przytrafiło się chyba dwa). Bronie podzielono na kilka kategorii, rozróżniam z nich: shotgun, assault rifles, sniper rifles, submachine guns, pistols oraz light machine guns. Znajdziemy w nich takie bronie jak M11, Clarion, M22 czy Desert Eagle. Gdyby policzyć je wszystkie, wynik byłby w granicach trzydziestu lub czterdziestu. System wydawania rozkazów naszej drużynie jest prosty w obsłudze ale to, co możemy dzięki niemu uzyskać nijak ma się do jego łatwej obsługi. Zarówno rzucanie przez nich granatów i natychmiastowe krycie się za osłona jak i czyszczenie pomieszczeń z wrogów. Przed tą drugą akcją warto jednak zajrzeć pod drzwi za pomocą kamery szpiegowskich i zaznaczyć pozycję dwóch wrogów, których mają zabić jako pierwszych. Wygląda to świetnie lecz jest o wiele bardziej efektywne i przekłada się w dużym stopniu na finezję sposobu przejścia zadania.
„Łap linę! Roger that!”
Nasz bohater jest bardzo mobilny, potrafi skakać przez niskie osłony, okna, biegać szybkim sprintem i kucać. Dodatkowo czasem zdarzy się znaleźć liny, po których można zjechać lub wspiąć się i zajść wrogów od tyłu. Te elementy rozgrywki najbardziej zapadłym mi w pamięć i jeżeli ktoś z moich znajomych powie Rainbow Six: Vegas 2 to pomyślę sobie: a to, ta strzelanka ze wspinaniem się po linach. Co do samego gameplayu zastrzeżeń nie mam ale mogło być lepiej bo trochę wieje ograniczonym budżetem zarówno w animacjach jak i samej grafice. Tekstury są dość jednostajne i rzadko widziałem coś, co było inne niż pięć metrów wcześniej na tej samej ścianie. Może to i lekkie marudzenie bo tytuł sam w sobie jest solidny i z bogatą przeszłością ale w porównaniu do innych gier wypada dość słabo. Że to FPS to jasna rzecz więc bliskość rozgrywki czuć nie tylko metaforycznie. Kamer umiejscowiona jest dość blisko broni przez co obserwator, który nie wie jaką grę obserwuje może spekulować że to tani tytuł. Mnie pasuje. Wracam jednak to grafiki. Cienie są wygładzane, tekstury i modele postaci też. Motion blur został zaimplementowany przez co dym, wybuchy i ogień walki wygląda prze-extra. Na moim sprzęcie gra hulała dobrze, nie miałem żadnych przycinek i lagów a taki wypasiony to mój pecet nie jest. Tak więc plusik za dość dobrą optymalizację.
„Co by tu teraz robić (czyt. Kogo tu ustrzelić)”
W grze znajdziemy kilka trybów rozgrywki, m.in. Story, czyli karierę, Terrorist Hunt, w którym polujemy na zbirów (coś w rodzaju poligonu ćwiczebnego) oraz grę przez sieć, zarówno Co-Op jak i Versus. We wszystkich tych trybach zdobywamy doświadczenie oraz rosną nasze umiejętności. Można to robić na kilka sposób: przez zwykłe zabijanie do zabijania przez osłony oraz od wybuchów granatów, beczek. Z czasem ze zwykłego gościa stajemy się świetnym fachowcem od eksterminacji robaków, jakimi są terroryści. Nie powiem, świetne urozmaicenie bo rang jest dość sporo. Oprócz tych wszystkich bajerków dostępna jest także zmiana ubioru bohatera. Wpływa to zarówno na jego prezencję jak i szybkość ruchu i pancerz, tak więc warto zwrócić uwagę na to, jakie fatałaszki mu wybierzemy. W końcowej ocenie, po podsumowaniu wszystkich plusów i minusów „Tęcza Sześć” otrzymuje dobrą ocenę i dodatkowego plusa za miło spędzone chwile.
Plusy:
+ krycie się za osłonami
+ dużo broni
+ dobre AI
+ wymagający poziom trudności
+ lokacje
Minusy:
- lekko budżetowa
- czasami irytuje
Ocena: 8/10
Recenzja ciut krótka ale opisuje najważniejsze cechy/ Postaraj się rozbudować tekst o swoje wrażenia z multi czy cit więcej o samej rozgrywce.
OdpowiedzUsuńCóż, na kolejnym razem tak zrobię, bo dopisywanie do tekstu, który już mentalnie ukończyłem dobrze mi nie wychodzi.
OdpowiedzUsuń