wtorek, 16 lutego 2010

Warhammer - Od kupca do głupca

Kolejny artykuł traktujący o grach (w sumie to tym się zajmuję) :). Oceniłem Warhammer skalą czasu oraz gracza. Zapraszam.

Uniwersum Warhammera zadebiutowało w grach bitewnych, które rozgrywa się poprzez rzucanie kostek i wykonywanie ruchów dostępnych w danej turze. Wszystko to, odniosło niemały sukces i już teraz doczekała się piątej edycji oraz wielu dodatków zawierających własne kodeksy czyli zbiory reguł odgórnie przydzielonych do klimatu rozszerzenia.

Mapa z „Młota Bojowego” nie różni się znacznie od tej, która znamy. Stary Kontynent jest odpowiednikiem dzisiejszej Europy. Rozpoznać można to zarówno po kształtach jak i po znaczeniu gdyż to właśnie Stary Kontynent jest kolebką tamtejszych cywilizacji. Rasy, które pierwotnie występowały (i występują) w grach planszowych Warhammer to starzy dobrzy Ludzie, Elfy, Krasnoludy oraz inne humanoidalne postacie fantastyczne.

Jednak nie samymi „planszówkami” pokazywano graczom na całym świecie magię tamtejszego świata. Z czasem tworzono gry fabularne, karciane oraz te na komputery osobiste. I to chyba właśnie w PC odniesiono największy sukces ponieważ Warhammer 40k zna każdy szanujący się koneser RTS. Lecz w przypadku komputerów, rasy ewoluowały i akcja przeniosła się do przyszłości. Elfów, Ludzi oraz Krasnoludów zastąpiły Orki, Marines „ciemniej i jasnej strony mocy”, Nekroni, Eldarzy oraz Gwardia Imperialna. To oni spierają się o nowe terytoria, planety i pokój dla własnych nacji często przy pomocy śmiercionośnych broni jak i rytuałów. To wszystko przykuwało wielu do monitora na długie godziny nie pozwalając się w jakikolwiek sposób odczepić.

Tak więc w czym tkwi fenomen? Prawdopodobnie w charakterystycznych rasach pozwalających każdemu graczowi upodobnić się do jednej z nich. Bo kto nie chciałby kiedyś zostać jednym z wojaków Kosmicznych Marines i latać z ciężkim bolterem obwieszony amunicją? No, nie od początku tak było. Przed wydaniem wielu dodatków, ilość misji oraz sprzętu możliwego do wykorzystania była bardzo mała. Wszystko to ograniczało się zaledwie do czterech grywanych ras. Lecz THQ głupie nie jest i potencjał wykorzystuje do końca wyciskając z klimatu co się tylko da (włącznie z sokami żołądkowymi bohaterów). Wcześniej wspomniane dodatki to nic innego jak większe patche poprawiające dużo błędów z poprzednich „edycji” oraz usprawniając system kampanii o elementy RPG.

Z czasem gra stawała się swoistego rodzaju ideałem w oczach wielu osób. Stopniowo narastały rzewne dyskusje i plotki nad powstawaniem „dwójki”. Zapowiadał się nowy, lepszy świat dla każdego. Wszystkiego miało być pod dostatkiem a nasycenie akcją - które jak zapowiadali twórcy została spotęgowana wielokrotnie – przelewało się przez burty myślowe każdego człowieka mającego styczność z Warhammer II. Im bliżej premiery, tym bliżej do niebios. Tak można było określić napięcie wokół produkcji. A gdy przyszedł sądny dzień rozległo się echo złych i pełnych żalu recenzji, listów oraz ocen na forach. Czym było to spowodowane? Ano zmianą stylu rozgrywki i całej budowy gry. To już nie był stary, poczciwy RTS-ik, przy którym można było spokojnie popatrzeć na mordujące się Orki z Marines. To był już tylko zwykły, trywialny i sztampowy hack’n’slash polegający na „Idź z A do B i zabij X z pomocą Y ale uważaj na G bo może dojść do H”.

Tak to wszystko można było określić. Wraz z premierą „dwójki” seria Warhammer straciła fana, który był gotów na kupno tej gry po każdej cenie, byle było jak dawniej..


---------------------------------------------------------------------
Ponadto zapraszam do przeczytania mojej recenzji Dark Void umieszczonej tutaj, na stronie AM. To już mój drugi tekst a mam nadzieję że ten o Warhammerze będzie trzeci :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz