Recenzja Zombie Driver. L4D na kółkach? Nieeee...
Left 4 Dead na kółkach to nie jest, ale gdy nie ma się już całkiem co robić to pograć można. Choćby dla samych zombie, które tutaj odgrywają główną rolę (zaraz po naszym aucie).
„Prawo, lewo i w zombiego”
Rozgrywka Zombie Driver oparta jest na ratowaniu ocalałych i dodatkowo przejeżdżaniu zombie, które to opanowały całe miasto. Niestety to trochę za mało aby przykuć do monitora i zmusić do przejścia. Nie ma tu nic co mogłoby urozmaicić rozgrywkę, poza standardowymi w takich grach ulepszeniami. Te udostępniane są chaotycznie i kompletnie nieprzemyślanie, bo np. w misji, w której jest masa zombi i ich pokrak, potrzebny jest mocny pancerz a dostaniemy…nitro. Bardzo utrudnia to komfortowe granie, o ile takie w Zombie Driver mogło mieć miejsce. Wszystkich pojazdów jest ok. 5, spośród nich najbardziej charakterystyczne to: Taxi, Police i Ambulance. Wszyscy je znamy, widzimy na co dzień (lub nie). Każde z nich wyróżnia się osiągami, wytrzymałością oraz taranowaniem. Ten ostatni czynnik jest chyba najważniejszy, ponieważ zombie – a raczej ich ciała – potrafią spowolnić, a czas jest tu bardzo ważny, to on decyduje o powodzeniu się misji i zgarnięciu za nią kasę. Co do modelu jazdy, nie jest on może arcydziełem na miarę GRIDa ale do tragizmu brakuje ma lat świetlnych.
„Echo – Zero – One”
Nasza misją jest wywiezienie z zainfekowanych rejonów przez „Nieszczęśliwy Wypadek Którego Nie Było”. Po prostu jesteśmy jak taksówka wożąca „niezombie” do kryjówki. I to cała fabuła. Niczego więcej poza jazdą z punktu A do B,C,D i z powrotem nie uświadczymy. A szkoda, jakieś minigierki mogłyby tej grze bardzo pomóc. Zróżnicowanie to teraz to, czego gracze wymagają najbardziej, bo dwugodzinna jazda przez hordy zombie, nawet mnie się znudziła (choć jestem zagorzałym fanem tychże bezmózgów). Jeżeli patrzeć od innej strony, gra oferuje dość ciekawą rozrywkę dla kogoś szukającego typowej arcrade. Znam osobiście kilka osób, które na pewno zadowoliły by się tym tytułem – powiem więcej – pokochałyby go.
„Wycieraczka”
Graficznie produkcja nie prezentuje się źle, są cienie, wygładzanie krawędzi a na dodatek PhysX. Zaskoczeni? Ja nie, przecież zwłoki truposzów muszą latać realistycznie. Gdyby nie latały to tak jak film John’a Woo bez strzelania – N-I-E-M-O-Ż-E-B-Y-Ć. Czymś, do czego bym się przyczepił jest kamera i płynność animacji. Wszystko widzimy w rzucie izometrycznym (z góry i lekko z boku), co nie sprzyja orientacji w terenie, a jest on dość duży i łatwo się w nim zgubić. Przy wjeżdżaniu w tłumnie zgromadzonych na skrzyżowaniu zombie można zobaczyć jak ekran się „haczy” tzn. porusza się jak robot przez co straciłem lekko uśmieszek na twarzy. Nie wiem, czy to wina optymalizacji czy skryptów zachowania kamery w takich sytuacjach ale nie jest to coś, co chciałbym kiedykolwiek zobaczyć.
„To Paradise”
Grę skończyłem z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony porozjeżdżałem na chodnikach, w parku i na autostradzie masę zombie – z czego baaardzo się cieszę – z drugiej jednak, czuję jakiś niedosyt. Kompletnie niewykorzystano możliwości tytułu. Najważniejszymi pytaniami jakie sobie zadaję są - Czy twórcy kiedykolwiek pomyśleli nad rozwinięciem tego co zrobili? Gdzie tu jakiś plan? – Nie było chyba żadnego planu, bo gra sprawia wrażenie chaotycznie poukładanej a układ poziomów robiony na kolanie. Szkoda, wielka szkoda.
Ocena: 5
Plusy:
+ zombie
+ auta
+ ulepszenia
Minusy:
- niewykorzystany potencjał
- brak planu misji
- po co w to grać?
jeszcze nie gralem ale sciogne
OdpowiedzUsuń